(© materiały prasowe)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Elliphant, czyli Ellinor Miranda Salome Olovsdotter, to wielkie odkrycie szwedzkiej awangardowej sceny pop. Współpracowała już z Diplo (czyli połową projektu Major Lazer), Skrillexem czy MØ, z którą nagrała swój bodaj największy hit - "One More". Choć muzyką zajęła się przez przypadek, jest absolutnym przeciwieństwem gwiazdy wykreowanej przez wytwórnię.

Elliphant stawia na szorstką autentyczność. Obdarzona wrażliwością na krzywdę, skłonna do filozoficznych rozważań, o mocno ugruntowanym, ujmująco idealistycznym światopoglądzie. Wychowana w trudnych warunkach, w rodzinie uzależnionej od narkotyków, chce być głosem ludzi, którzy "nie wybrali, którzy są uwięzieni w społeczeństwie, w pół drogi do wszędzie".



Zagrałaś niedawno koncert w Krakowie. Jak było?

To był pierwszy występ w ramach tej trasy, pierwsza okazja, żeby sprawdzić, jak piosenki z nowej płyty sprawdzają się na żywo. Zaśpiewałam siedem nowych utworów i wszystkie po raz pierwszy przed publicznością. Bardzo ważny koncert. Parę razy zapomniałam tekstu, tu i tam trzeba było zacząć jeszcze raz, ale całościowo wyszło - moim zdaniem - bardzo dobrze.



Powiedziałaś kiedyś coś, co bardzo mnie zaskoczyło: że nie uważasz się za muzyka i nigdy nawet nie chciałaś nim być. To dość bezczelne stwierdzenie.

Bezczelne?

To dość odważna deklaracja, kiedy odnosisz sukces i mówisz, że w sumie to nawet niespecjalnie Ci na tym zależało.

Wiesz, mam wrażenie, że dzisiaj wszyscy jesteśmy niesamowicie zafiksowani na punkcie „wizji” czy „planu”. Na pewnym etapie mojego życia byłam bardzo wkręcona w podróżowanie, potem fotografię. Wydałam ogromne pieniądze na kursy, sprzęt, poświęciłam na to mnóstwo czasu. I nagle ktoś znienacka pyta mnie, czy nie chciałabym zrobić piosenki. Odpowiedziałam: „OK., czemu nie?” I powstała z tego Elliphant. Rozumiesz? Chodziło mi o to, że społeczeństwo wymaga od nas konkretnego pomysłu na siebie. I tak się na tym skupiamy, że nie widzimy dziesiątek innych okazji.

Zawsze miałam w sobie muzykę, bo w moim domu było jej mnóstwo. Z drugiej strony, dużo łatwiej tworzyło mi się sztukę prowokacyjną za pomocą aparatu, bo dla mnie rewolucja kryła się w fotografii. Dla mojej mamy – w muzyce. Była buntowniczym punkiem: kiedy wszyscy słuchali „Super Trouper”, ona mówiła „ni ch**a” i puszczała jakąś hardcore’ową muzykę. Muzyka dla wielu osób jest bardzo potężnym środkiem ekspresji – dla mnie nie. Jak mogła być, kiedy moja mama była prawdziwym muzycznym świrem? Nie miałam żadnych muzycznych idoli, ani nic takiego, bo muzyka przez cały czas była tu, tuż przed moją twarzą.

Wiesz, „odważna” podoba mi się bardziej niż „bezczelna”. „Bezczelna” brzmi tak, jakby było w tym coś fałszywego albo gdybym wydała świetną płytę i mówiła rzeczy w stylu: „Och, nawiasem mówiąc, w ogóle się na tym nie znam”. Życie potrafi być szalone. Nie mam wyćwiczonego głosu, zawsze śpiewam z duszy i daję z siebie wszystko. Nie jestem profesjonalistką, nie ma we mnie nic sztucznego czy wyuczonego.
Mam 30 lat, walczę z wieloma przeciwnościami, a mimo to nie poddaję się – i to właśnie to chcę sobą reprezentować. Chciałabym zainspirować ludzi, żeby nie bali się szans i mieli odwagę czasem powiedzieć „tak”.


© Kim Metso/CC BY-SA 4.0


Deklarujesz, że swoją muzyką chcesz dać głos ludziom z „szarej strefy”. Kogo masz na myśli?

To ludzie, którzy nie wybrali, którzy są uwięzieni w społeczeństwie, w pół drogi do wszędzie. Dorastałam w domu pełnym ludzi uzależnionych od narkotyków. Musiałam patrzeć na uzależnionych inaczej niż reszta społeczeństwa, bo oni byli wszystkim, co miałam. Ludzie mijają ich na ulicy i odwracają wzrok. Jeśli masz kogoś uzależnionego w rodzinie, to raczej za bardzo nie szukasz z nim kontaktu i rozmawiasz z kimś innym, prawda? Ale kiedy jesteś dzieckiem i nie masz w rodzinie nikogo innego, zmienia to twoją percepcję. Znalazłam w sobie miłość do ludzi, który znajdują się w miejscu, w którym ich potencjał z jakichś względów się marnuje. Ludzie, którzy wpadają w uzależniania to najczęściej osoby z najczystszymi sercami, które naprawdę mogłyby zmienić świat. Chcę reprezentować ludzi, którzy robią sobie krzywdę, żyją poza swoim ciałem. Którzy nie szanują swojego ciała, bo wierzą, że nigdy nie umrą. Są ludzie, którzy czują od urodzenia, że są duszą i nawet jeśli nie mają tendencji samobójczych, to tak naprawdę nie mogą się doczekać, żeby ruszyć dalej. To życie nie jest ani początkiem, ani końcem. Nasze ciało jest świątynią, a kiedy umrzemy, nasza dusza, wiedza i doświadczenia ruszą dalej. I znam ludzi, którzy są na to całkowicie gotowi, czasem nawet w wieku 12 lat – problem polega na tym, że nie wiedzą, co robić w międzyczasie.

Nasze społeczeństwo ma pewne schematy: skończ szkołę, potem zrób to i tamto, znajdź pracę na etacie i tak dalej. I niektórzy potrafią tak żyć. To ludzie, którzy są tak bardzo przywiązani do swojego ciała, że zapomnieli, że są duszą. Z drugiej strony mamy ludzi, którzy tak bardzo zapominają o swoim ciele, że ranią je i robią mu krzywdę - alkohol, narkotyki, bycie cały czas w ruchu, robienie wszystkiego, żeby tylko poczuć, że się żyje. Bardzo poruszają mnie ludzie, którzy cierpią.

Po młodych ludziach oczekuje się buntu, ale to musi być bardzo trudne w sytuacji, kiedy to Twoja mama jest buntownikiem. Jak znalazłaś swoje miejsce?

Buntowałam się jakby wbrew mojej mamie. Ona była czarną owcą swojej rodziny, ja musiałam jakoś to wyrównać. Wymyślić, jak stanąć w opozycji. I kiedy próbowałam zrozumieć i znaleźć w sobie miłość do tych wszystkich ludzi, którzy sprawiali wrażenie egoistycznych, zrozumiałam bardzo wiele na temat ludzkiej natury. Człowiek uzależniony jest bardzo podobny do małego dziecka. Na swój sposób jest bardzo czysty, nie zakłada żadnych masek, kieruje się podstawowymi potrzebami. I to jest na swój sposób piękne. Cieszę się, że moje życie potoczyło się w taki a nie inny sposób. Wiesz, każdy z nas rodzi się z pewnymi wskazówkami. Nasze ciało, środowisko, w którym żyjemy – te wszystkie rzeczy wskazują nam naszą prawdziwą rolę.

Wiesz, im dłużej Cię słucham, tym bardziej oddalasz się od stereotypowego wizerunku Szwedów.

Nie przypominam też tego, kim Szwedzi są naprawdę. Jako naród jesteśmy zawsze pośrodku, wiesz, „taaak, możliwe, że masz rację, ale prawdopodobne też, że się mylisz”. Od lat nie braliśmy udziału w żadnej wojnie, nie mamy w sumie z nikim konfliktu. Jesteśmy trochę krajem hipokrytów i lubimy to. Nie czuję się bardzo związana ze Szwecją. To część mojej zemsty za to, że moją mamę codziennie nachodzili ludzie z opieki społecznej, a nauczyciele mówili jej, że nie jest dość dobra, by być matką, że zniszczyła życie swojej rodzinie i tak dalej. Zabrzmi to głupio, ale to, że wystąpiłam w szwedzkiej telewizji śniadaniowej i opowiadałam o życiu, było chyba najlepszą rzeczą, jaką za sprawą Elliphant zrobiłam dla mojej rodziny. Jestem bardzo związana z fanami, ale najważniejszą motywacją było zawsze to, żeby zwrócić mojej mamie choć trochę dumy. Ludzie mówią tylko o jej błędach – i oczywiście, popełniła ich dużo – ale to jest jej nagroda za to, co zrobiła dobrze. Widzę, że to daje mojej rodzinie dużo radości. Mówią: „Zobacz, nasza Elli coś osiągnęła”. Po raz pierwszy od 30 lat czuję się akceptowana przez społeczeństwo.



Jeśli nie czujesz się związana ze Szwecją, to gdzie jest Twój dom?

(śpiewa) „Where is home? / I’m starting to believe that it’s gone...” Nie wiem. (śmiech) Ludzie chyba nie mają domów. Od zawsze przemieszczaliśmy się z jednego miejsca w drugie. Kiedy kończy się jedzenie, idziemy dalej. Zresztą ideę domu też zniszczyliśmy. „Potrzebujesz swojego miejsca? Weź kredyt na 5 milionów koron i dostaniesz dom!” – tak, ale dostaniesz też ogromny stres i do końca życia, każdego dnia, będziesz płacić cenę za to, że potrzebowałeś swojego miejsca. Ja jeszcze go nie znalazłam. Na pewno będzie to blisko natury. Moja rodzina po obu stronach od ośmiu pokoleń mieszka w Sztokholmie i czuję, że moim przeznaczeniem jest być pierwszą osobą, która porzuci życie w mieście. Dom znajdę wtedy, kiedy naprawdę zdecyduję, kto będzie moim mężczyzną i czyje dziecko będę chciała urodzić. Dom jest w sercu.

Rozmawiał Marcin Śpiewakowski, dziennikarz warszawa.naszemiasto.pl

Zdjęcie główne: materiały prasowe

Koncerty w Polsce

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!