(© archiwum)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Prokuratura postawiła mu zarzut zbierania informacji, które chciał przekazać Rosjanom.

Piotr C. kilka dni temu usłyszał zarzut szpiegostwa na rzecz obcego wywiadu. 41-latek pochodzi z Puław. Do niedawna mieszkał w jednym z bloków przy ul. Wróblewskiego. Potem przeprowadził się do stolicy. Zamieszkał na warszawskim Mokotowie.

Piotr C. zapowiadał się na znakomitego żołnierza. Ukończył dęblińską Szkołę Orląt. Od 2001 do 2011 roku służył w 36. specjalnym pułku lotnictwa transportowego, który jednak po katastrofie smoleńskiej stopniowo był wygaszany. Porucznik został przeniesiony do rezerwy. Być może wtedy wpadł na pomysł, by zacząć pracować na rzecz obcego wywiadu.

W sierpniu tego roku za Piotrem C. rozesłano ist gończy.Rozpoczęły się poszukiwania porucznika. List gończy wystawił mazowiecki oddział Żandarmerii Wojskowej. Cel poszukiwań? - 41-latek podejrzany jest o współpracę z obcym wywiadem - informowali w wakacje śledczy.

W oszukiwania podejrzanego zaangażowanych było wiele podmiotów: Służba Kontrwywiadu Wojskowego,Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Wydział Kryminalny Komendy Stołecznej Policji, Centralne Biuro Śledcze Policji oraz Zarząd Operacyjno-Śledczy Straży Granicznej.

- Udało nam się ustalić miejsce jego przebywania - opowiada Agnieszka Hamelusz, rzeczniczka prasowa Centralnego Biura Śledczego Policji. Mężczyzna ukrywał się w pobliżu rodzinnego domu. Od Puław do miejscowości, w której przebywał kilka ostatnich miesięcy dzieliło go ok. 30 kilometrów. - Operacyjne działania naszych najlepiej wyszkolonych w poszukiwaniach funkcjonariuszy pozwoliły ustalić, że Piotr C. przebywał w jednym z domów w okolicach Kazimierza Dolnego. W małej wsi mieszkał u dawnego znajomego - wyjaśnia Hamelusz.

Rzeczniczka CBŚP nie chce zdradzić w jakiej konkretnie miejscowości mieszkał podejrzany o szpiegostwo porucznik, ani w jaki sposób udało się go namierzyć. Jednak nieoficjalnie ustaliliśmy, że o jego pobycie policjantów nie poinformował żaden z mieszkańców wsi.

- Szukaliśmy go 3,5 miesiąca. Po sprawdzeniu naszych informacji, przekazaliśmy je innym służbom, które zatrzymały Piotra C. - dodaje Hamelusz. Akcja została przeprowadzona w “mikołajki”. 41-latek rano usłyszał pukanie do drzwi. Nie był to jednak święty z prezentem a kilkunastu uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy.

Kilka dni po akcji w internecie pojawił się materiał wideo z jego zatrzymania. Udostępniło go kilka portali, a nawet telewizja publiczna. Co ciekawe, nie wiadomo, czy nastąpiło to do końca legalnie. - Takie materiały są tajne - usłyszeliśmy od oficera dyżurnego SKW w Lublinie. Funkcjonairusz skierował nas więc do Warszawy. Tam odpowiedź była podobna - nie można udostępnić materiału w mediach. W biurze prasowym MON dowiedzieliśmy się z kolei, że “trwają poszukiwania człowieka, który wysłał wideo do mediów”. Zapytany o to, czy ten człowiek może mieć teraz jakieś problemy, pracownik ministerstwa tylko nerwowowo się zaśmiał.

Na materiale, który jednak do tej pory krąży w sieci widać całą akcję służb, które najpierw obstawiają dom, a potem wyprowadzają z niego dwóch mężczyzn, nikt nie stawia oporu/ Dwóch - ponieważ znajomy Piotra C., u którego ten przebywał może odpowiedzieć teraz za pomoc w ukrywaniu przestępcy.

W środę porucznik rezerwy został przesłuchany. Mężczyzna usłyszał cztery zarzuty. Odpowie za przekroczenie uprawnień publicznych, nielegalne posiadanie broni oraz samodzielne zabranie broni palnej i materiałów wybuchowych. - Najpoważniejszy z zarzutów ma charakter szpiegowski: gromadzenie materiałów w celu udzielenia ich obcemu wywiadowi, w tym przypadku osobom związanym z Federacją Rosyjską - informuje Michał Dziekański, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Jak podkreśla rzecznik, jest to jednak najłagodniejsza z form szpiegostwa. Piotr C. miał kopiować informacje z systemów komputerowych. - Bezpośrednio materiały nie zostały jednak przekazane Rosjanom - dodaje Dziekański i podkreśla, że śledztwo jest niejawne i nie może zdradzić szczegółów, np. jakie dokumenty gromadził porucznik.

Zapytaliśmy go więc, jak czysto teoretycznie wygląda taka forma szpiegostwa. - Ktoś zbiera informacje, po to by móc pochwalić się obcym agentom, zaimponować im, by ci zechcieli go zwerbować na szpiega. Jednak pracownicy polskiego kontrwywiadu najczęściej przejmują te dokumenty, bo taki człowiek nie jest świadomy, że agenci innych państw, to de facto polscy kontrwywiadowcy - opowiada Dziekański.

Czy w tym przypadku było tak samo? - pytamy. - To tajemnica - odpowiada rzecznik. Piotrowi C. grozi do 10 lat więzienia.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!