Autor: Małgorzata Stuch

2016-04-03, Aktualizacja: 2016-04-03 17:58

Mleczko: Po ziemi chodzi prawie miliard wariatów, to się musi źle skończyć

- Wolałbym żyć bez tego całego szaleństwa i mieć mniej tematów do rysowania - mówi Andrzej Mleczko. Z jednym z najbardziej znanych polskich rysowników rozmawialiśmy o polityce, wariatach, końcu świata i etykiecie erotomana, za którego się nie uważa.

Porozmawiajmy o tym, co ostatnio najbardziej zaprząta Polaków, czyli o polityce. Oglądał Pan w TV tegoroczną uroczystość przyznania Orłów i występ Maćka Stuhra, który żartował sobie z polityki? Co Pan sądzi o "hejcie", który się później pojawił?

Prawica konserwatywna zawsze miała problemy z dystansem do siebie i świata. Oni może by chcieli mieć poczucie humoru, ale niestety albo poczucie humoru, albo Macierewicz. Maciek Stuhr pięknie odpowiedział na te wszystkie "hejty" pod jego adresem: "macie już wszystko? Dajcie nam przynajmniej się pośmiać".



© rys. Andrzej Mleczko



Jest taki Pana rysunek: rozmawia dwóch mężczyzn i jeden mówi: "Raz w tygodniu spotykamy się z grupą zaufanych przyjaciół w piwnicy i wtedy swobodnie żartujemy sobie z rządu, premiera i prezydenta". W Polsce jest aż tak źle z tą wolnością?

Jeszcze nie jest tak źle, ale często zdarzało się, że moje rysunki, które wydawały się przesadzonym żartem, po pewnym czasie okazywały się prawdą. Dzięki tym profetycznym umiejętnościom może kiedyś zajmę się zawodowo przepowiadaniem przyszłości.

A tak w ogóle, to uważa Pan, że obecne czasy są dobre dla satyryków? .

Wolałbym żyć bez tego całego szaleństwa i mieć mniej tematów do rysowania. Zawsze mówię, że są na świecie kraje bez Kaczyńskiego, Ziobry i bez problemów konstytucyjnych, gdzie kwitnie kabaret i funkcjonują wspaniali rysownicy. Zresztą, tak naprawdę bardziej interesuje mnie ludzka natura w całej swojej złożoności niż sama czysta polityka.


To fakt, że ludzka natura jest częstym tematem Pana rysunków, ale prawie tak samo często rysuje Pan naszą polsko-polską wojenkę. Pamiętam rysunek "Familiada", na którym rodzina Radia Maryja była przeciwnikiem rodziny Wałęsów. Albo myszy zjadające teczki w IPN-ie i tekst: "Za chwilę będę rzygać". Skąd biorą się takie pomysły?

Zrobiłem tysiące rysunków i nie pamiętam, jaka była geneza ich powstania, ale cieszę się, że te rysunki nie umierają po kilku dniach i przez wiele lat są aktualne. Często słyszę, że opublikowałem na moim fanpage’u bardzo aktualny rysunek, a powstał on dwadzieścia lat temu.

Wydaje się, że nie ma Pan dobrego zdania o politykach. Dokucza Pan np. rządzącym – wystarczy wspomnieć rysunek "Rządzą idioci".

Wbrew pozorom w Sejmie nie pracują same kanalie i idioci. Jest tam grupa całkiem sensownych ludzi, ale niestety, została zdominowana przez większość nieuków i oszołomów.



© Adam Gołda




A zdarzało się, że ktoś chciał Panu coś cenzurować?

Oczywiście. Za komuny cenzura była oficjalna i często nawet nie wiedziałem, czym się kierowała przy tych interwencjach. Teraz cenzura też się zdarza, ale stosunkowo rzadko. Czasem jakaś redakcja lub firma zamawiająca rysunek grzecznie informuje, że boi się go opublikować, bo jest zbyt ostry, dotyka tzw. wrażliwych tematów lub jest niezgodny z „preferowaną linią” redakcji.

W jednym z wywiadów powiedział Pan: "Trudno być optymistą, kiedy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że koniec świata jest blisko". Skąd tak ponura wizja przyszłości?

W wywiadach gadam różne rzeczy i nie przywiązywałbym do tego wielkiej wagi. Wszystko wskazuje jednak na to, że musi wcześniej czy później dojść do jakiejś światowej hekatomby. Psycholodzy twierdzą, że dziesięć procent ludzi jest niezrównoważonych psychicznie. Czyli po ziemi chodzi prawie miliard wariatów i psychopatów. To musi się źle skończyć dla całej naszej planety. Mam nadzieję, że tego nie dożyję.


© rys. Andrzej Mleczko



Odnośnie wariatów, którzy chodzą po naszej planecie. Podobno kiedyś udawał Pan psychicznie chorego, próbując wymigać się od wojska. Był Pan nawet w psychiatryku.

Nic lepszego nie przyszło mi wtedy do głowy. Studenci kombinowali, jak mogli, żeby wymigać się od tzw. studium wojskowego i cotygodniowego przebierania się w mundur. Udawali różne choroby, niektórzy nawet udawali homoseksualistów.

Jerzy Urban w latach 70. napisał w pewnym felietonie: „Andrzej Mleczko nigdy nie zrobiłby kariery, gdyby nie idiotyczne nazwisko. Gdyby nazywał się Kowalski, nikt nie zwróciłby na niego uwagi”. Zabolało?

Było to po mojej pierwszej dużej wystawie w Warszawie. Cały numer tygodnika „Szpilki” był jej poświęcony i Urban napisał złośliwy, ale zarazem niezwykle zabawny felieton na mój temat. A jeśli chodzi o nazwisko, to rzeczywiście są takie, które łatwiej się zapamiętuje. Kowalscy i Nowakowie mają przerąbane.

W Pańskich rysunkach często pojawia się też temat seksu. Niektórzy twierdzą nawet, że Mleczko jest erotomanem. W niemal każdym wywiadzie o to pytają. Nie denerwuje to Pana?

Zawsze odpowiadam, że po prostu seks mnie strasznie śmieszy. Zresztą połowa opowiadanych w towarzystwie dowcipów dotyczy właśnie tej subtelnej sfery. Kiedyś archiwizowałem swoje prace i okazało się, że rysunków erotycznych jest zaledwie kilka procent.

A pamięta Pan swój pierwszy rysunek, o którym było głośno?

Przykro mi, ale nie pamiętam nawet ostatniego.


© rys. Andrzej Mleczko



Czyli jest Pan typowym artystą? Śpi pan długo, pije alkohol i baluje?

I tak, i nie. Jestem bardzo rozkojarzony, ale z drugiej strony skrupulatny i lubię, żeby wszystko było na swoim miejscu.
Rzadko piję alkohol, bo to przeszkadza w mojej pracy, ale z kolei lubię czasem poimprezować w ramach higieny psychicznej. Reasumując, nic oryginalnego.


Powiedział Pan kiedyś "uwielbiam nudę i chciałbym, żeby się w ogóle nic nie działo". No to jakie wtedy miałby Pan tematy do rysowania?

Nie mam nic przeciwko, żeby dużo się działo, byle nie w moim życiu. Bo właśnie najlepiej rysuje mi się wtedy, kiedy mam absolutny spokój, bez kłopotów i stresów.


© Wojciech Matusik./Polska Press Grupa



W 1983 r. założył Pan w Krakowie przy ul. św. Jana autorską galerię. Sprzedawcą był m. in. pisarz Jerzy Pilch.

Przez galerię przewinęło się przez te lata około trzydziestu bardzo różnych sprzedawców, ale Jurek był na pewno najbardziej oryginalny. Sprzedawanie moich rysunków na pewno nie było jego powołaniem, ale mieliśmy za to wiele wspólnych tematów do przegadania.

W tym roku specjalnie dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy stworzył Pan i oddał na aukcję rysunek. Sprzedał się za sporą kwotę. Był Pan zaskoczony?

Tak, byłem zaskoczony, że duża reprodukcja panoramy Krakowa, którą narysowałem, została wylicytowana za dwadzieścia kilka tysięcy złotych. Moja satysfakcja była tym większa, że narty Prezydenta Dudy sprzedały się o kilka tysięcy taniej.

Niedawno ukazały się gry planszowe z Pana rysunkami. Coś Pan jeszcze dla nas szykuje?

Gry cieszyły się ogromnym powodzeniem, dlatego przygotowuję kolejne edycje. Firma, która je produkuje, chce nimi zainteresować także inne kraje. W najbliższym czasie ukaże się też kolejny duży album pod roboczym tytułem „Mleczko dla dorosłych”, w którym znajdzie się kilkaset najbardziej hardcore'owych rysunków erotycznych. Są tak pikantne, że sam się wstydziłem, jak jak je rysowałem. Poza tym przygotowuję cotygodniowy rysunek do „Polityki” oraz rysunki reklamowe, które często robię na zamówienie dla różnych firm. Najbardziej cieszę się jednak, kiedy mogę znaleźć chwilę czasu i stworzyć coś tylko dla siebie.

Rozmawiała Małgorzata Stuch, dziennikarka krakow.naszemiasto.pl

Autor zdjęcia głównego: Mikołaj Mikołajczyk

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!